Mój synek urodził się o 3,5 miesiąca za wcześnie. Mieścił się w dłoni, ważył mniej niż torebka cukru! Żaden narząd w jego maleńkim organizmie nie działał tak, jak powinien… Pierwsze miesiące swojego życia spędził w inkubatorze, podpięty do maszyn, które pomagały mu przeżyć. Jest wiele koszmarów, ale chyba widok własnego dziecka, walczącego o każdy oddech, jest dla matki najokrutniejszy!

Więcej gramów do kochania

W 25 tygodniu ciąży, w nocy, odkleiło mi się łożysko. Po dotarciu do szpitala lekarze podjęli decyzję o natychmiastowym porodzie, inaczej nie przeżylibyśmy oboje. Maciuś urodził się jako skrajny wcześniak, w ciężkiej zamartwicy, był reanimowany, dostał tylko 1 punkt w skali Apgar. Odchodziłam od zmysłów, nie mogłam go nawet dotknąć, przytulić… Jego stan był bardzo ciężki, każde nasze spotkanie mogło być tym ostatnim. Widziałam, jak wiele dzieci z tego oddziału nigdy nie opuściło inkubatora, widok zapłakanych rodziców i księdza był normą.

Maciuś w inkubatorze

Maciuś miał problem ze wszystkimi narządami, które nie zdążyły się wykształcić – z płucami, serduszkiem, które trzeba było operować, z jelitami. Lekarze nie pozostawiali nadziei – medycyna zrobiła co mogła, niestety przy tak skrajnym wcześniactwie wiele rzeczy jest już nie do naprawienia. Najważniejsze było, by przybierał na wadze. Modliłam się więc o kolejne gramy do kochania.

Po 8 miesiącach pobytu w szpitalu wreszcie mogliśmy wyjść do domu. Niestety nie było nam dane długo cieszyć się tą chwilą. Po miesiącu znowu trafiliśmy na OIOM, potem po kilku tygodniach znowu, i znowu… Maciuś chorował, łapał każdą infekcję, która była dla niego śmiertelnym zagrożeniem, zwykły katar mógł go zabić! Neonatolodzy polecili mi, by zaszczepić synka lekiem Synagis, który chroni przed chorobami układu oddechowego, wywołanymi przez groźny wirus RSV. Dopiero wtedy przestał on tak bardzo chorować.

Najlepszy czas...

Dziś Maciuś ma 14-miesięcy, jest pod opieką tylu poradni, o których istnieniu – mając pierwsze zdrowe dziecko – nawet nie miałam pojęcia. Jest też objęty opieką hospicjum domowego. W wyniku ciężkiej dysplazji oskrzelowo-płucnej musi być przez 24 godziny na dobę podłączony do respiratora, oddycha przez rurkę tracheostomijną. Nie ma odruchu połykania i ssania, dlatego karmiony jest dojelitowo za pomocą PEG-a. Ma wadę wzroku i obustronny niedosłuch. Przeszedł też wylew do mózgu III stopnia, jeszcze nie wiadomo, jakie będą tego konsekwencje w przyszłości. Na razie jego rozwój jest bardzo opóźniony – nie siedzi, nie przekręca się, jest na poziomie 5-miesięcznego dziecka. Musi być intensywnie rehabilitowany, by nauczył się tego, czego inne dzieci uczą się same – ssania, połykania, siedzenia, może kiedyś raczkowania i chodzenia. Wiem, że może to potrwać nawet kilka lat, a może tego nie osiągnąć już nigdy. Teraz jest najlepszy czas, bo jego mózg jest najbardziej plastyczny.

Maciuś 1 rok

Leki, rehabilitacja, specjaliści

Lekarze uratowali życie Maciusia, ale to ja jestem odpowiedzialna za jego jakość… Niestety wiele jego potrzeb muszę zapewnić mu sama. Teraz najważniejsze jest, by kontynuował leczenie lekiem Synagis. Niestety, nie mamy już refundacji, ponieważ NFZ opłaca to szczepienie tylko do 1 roku życia dziecka. Jedna dawka, która starcza na 30 dni, to koszt 6-7 tys. zł, w zależności od wagi dziecka. Nam zostało do podania 5 dawek, co daje sumę ok. 30-35 tys. zł.

Do tego chciałabym, aby Maciuś zaczął pracować z neurologopedą, który będzie z nim ćwiczył m.in. odruch ssania i połykania. Chciałabym także zapewnić mojemu synkowi sprzęt, od którego zależy jego życie (obecnie wypożycza nam go hospicjum, ale nie wiadomo, na jak długo): przenośny koncentrator tlenu, ssak, pulsoksymetr. W przyszłości Maciuś będzie potrzebował również specjalistycznego wózka oraz fotelika, bym mogła z nim wychodzić na spacer czy jeździć do lekarzy.

Pomóż!

Odkąd Maciuś się urodził nie ma dnia bez walki. Jestem szczęśliwa, że mój synek się nie poddał, że żyje, jego życie to prawdziwy cud! Teraz musimy zawalczyć o pieniądze, by dać mu jak najlepsze warunki do rozwoju. Policzyłam, że roczne koszty leczenia i rehabilitacji to co najmniej 50 000 zł. Na placu boju jesteśmy tylko my – ja, Szymon i Maciuś. Dołączysz do nas, niech ten cud nadal trwa! Proszę, daj Maciusiowi żyć!

Ania, mama

Dane do przelewu

Fundacja Mam serce ul. Dereniowa 10/91 02-776 Warszawa Nazwa banku: Millennium Bank Numer konta: 26 1160 2202 0000 0001 6899 7325 Tytuł przelewu: Maciuś Błaszak

Płatność online

*Licznik jest aktualizowany 2 x dziennie



Lubisz pomagać?

Zróbmy to wspólnie! Zapisz się do naszego newslettera, powiadomimy Cię o losach dzieci, które wsparłeś oraz opowiemy o naszych kolejnych inicjatywach. Podziękujemy Ci oraz powiadomimy, które dzieci aktualnie potrzebują pomocy.