Zatrzymanie akcji serca, stan krytyczny, śpiączka farmakologiczna, modlitwa o cud – już raz to przechodziliśmy. Teraz znowu stajemy do walki o życie naszego synka. Sytuacja jest bardzo zła, trzeba go natychmiast operować!

Jeszcze kiedy Oluś był w brzuchu mamy, lekarze sugerowali nam, że trzeba będzie wyjechać do Włoch. Tylko tam nam pomogą. W Polsce tak złożonych wad nie operują, przynajmniej nie z takim sukcesem.

Bardzo ciężka wada serca

aleksander_filipowski_hist1aNasz synek urodził się 1.10.2018 r. ze skrajną postacią tetralogii Fallota, atrezją tętnicy płucnej z ubytkiem międzykomorowym, krążeniem obocznym MAPCA’s. Od pierwszych chwil był niewydolny krążeniowo i oddechowo. Niemal natychmiast został przetransportowany do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, gdzie spędził pierwsze 2,5 miesiąca swojego życia.

Głównym objawem zarośnięcia tętnicy płucnej jest sinica. U naszego synka pogłębiała się ona z dnia na dzień. Dopóki dostawał preparat prostaglandyny E1, która poprawia przepływ płucny i utlenowanie krwi, było lepiej. Z momentem odstawienia leku jego stan zaczął nagle się pogarszać.

Doszło do hipoksji, czyli gwałtownego niedotlenienia płuc i tkanek. Serce naszego synka się zatrzymało. W trybie nagłym został przeniesiony na stół operacyjny, gdzie kardiochirurdzy wykonali zespolenie systemowo-płucne „central shunt”, by dosłownie w ostatniej chwili uratować jego życie!!

Po operacji stan Olusia był krytyczny, a nam pozostawało modlić się o jego życie. Nie dawano mu dużych szans. Synek był wielokrotnie intubowany, nie oddychał bez wspomagania respiratorem. Jego organizm był skrajnie niedotleniony, lekarze utrzymywali go w śpiączce farmakologicznej. Dopiero trzecia próba odłączenia go od aparatury udała się i Oluś zaczął samodzielnie oddychać. Niestety po wyjęciu rurki intubacyjnej pojawiły się zaburzenia połykania. Przez wiele miesięcy karmiliśmy Olusia przez sondę, ponieważ każda próba podania pokarmu kończyła się wymiotami. Doszła też walka z infekcjami, antybiotyki nie działały…

Czasu jest coraz mniej

Operacja, którą nasz syn przeszedł rok temu, w tamtej chwili uratowała mu życie, ale teraz jest przyczyną pojawienia się nadciśnienia w płucach. Jeśli będziemy zwlekać z właściwą operacją – korekcją wady – nadciśnienie się utrwali, a to będzie znaczyło, że nikt nie będzie w stanie nam pomóc, nikt nie podejmie ryzyka. Bo synek i tak nie przeżyje operacji… Jak najszybciej musimy zebrać 130 tys. zł! Naszym ostatnim ratunkiem jest wyjazd do Włoch, do prof. Carottiego, który specjalizuje się w operowaniu podobnych wad. Kardiochirurdzy opiekujący się Olkiem sami wskazują, że jest to dla niego jedyna szansa. A my musimy ją wykorzystać!

Synek częściowo odzyskał siły, pokonał anemię. Bardzo dużo się rusza, podejmuje próby raczkowania i pełzania, czasami siada samodzielnie. Ale to wszystko kosztuje go dużo wysiłku, od razu sinieje. Bardzo powoli przybiera na wadze, obecnie mając 10 miesięcy waży niewiele ponad 6 kg.

Najważniejsze przy tych wszystkich dolegliwościach jest to, że jest stale uśmiechnięty i radosny, lubi szalone zabawy, tańce i jest bardzo towarzyski. Nie jest w ogóle świadomy, jak bardzo jego życie jest zagrożone. A my – rodzice – wiemy, że mamy coraz mniej czasu, czujemy coraz większą presję. W Rzymie lekarze dają nam nadzieję, że po operacji serce Olka będzie pracować normalnie. Musimy więc walczyć z czasem i działać jak najszybciej! Prosimy, dajcie szansę naszemu synkowi!

Dominika i Piotr Filipowscy

Olek z rodzicami

kalendarz2019

Dzięki wielkiemu zaangażowaniu naszych Darczyńców udało się zebrać kwotę potrzebną na operację Olka! Czekamy na informacje z kliniki o planowanym terminie zabiegu.

Lubisz pomagać?

Zróbmy to wspólnie! Zapisz się do naszego newslettera, powiadomimy Cię o losach dzieci, które wsparłeś oraz opowiemy o naszych kolejnych inicjatywach. Podziękujemy Ci oraz powiadomimy, które dzieci aktualnie potrzebują pomocy.